środa, 4 maja 2016

- Charlie! - Odwróciłem się. Kogo ujrzałem? Skuloną, zapłakaną, zmarzniętą Olivię...

Szybko do niej podbiegłem, przytuliłem ją, a ona, lodowata, płakała mi w ramię. Robiła to z trudnością, z jej ust leciała para, ciepły oddech, strach i gorzkie łzy zmieszały się z zimnym powietrzem, które drażniło w nos i gardło. 
  Nałożyłem jej na plecy marynarkę, nie była jakoś specjalnie ciepła, ale zawsze coś. Wziąłem blondynkę na ręce i ruszyłem w stronę domu. Przede mną dobre dwa kilometry do miasta, a potem jeszcze trochę do mojego domu, coś koło kilometra. Nie była ciężka, ale nie było mi jej łatwo nieść, była po prostu zimna, kto ubiera krótkie spodenki w październiku? Tylko ona.
  Zastanawiałem się, czy porozmawiać z nią teraz czy potem... Kiedy chciałem coś powiedzieć, ujrzałem, że zasnęła w moich rękach, niech śpi. Opustoszałe Port Talbot nocą, jak na wsi, tu nie ma jakiegoś wielkiego ruchu, ale przynajmniej wyszedłem z pól, teraz ''z górki''.

  *Olivia*

  Otworzyłam oczy, nie było mi już zimno, rozejrzałam się dookoła, byłam w... domu Charliego? Znowu? Nic nie pamiętam. To znaczy, jakim cudem jestem tutaj, a nie sama na polach? Siedziałam opatulona kocem, a dokładnie pięcioma. Rzuciłam spojrzenie w stronę kuchni, z której właśnie wychodził sam blondyn, niósł herbatę. Wybuchnęłam płaczem, sama nie wiedząc czemu, ten szybko odstawił napój na szafkę w salonie i podbiegł w moją stronę, przytulił mnie delikatnie, tak jakbym miała pęknąć na miliony kawałków.
- Ćśśś... Już, uspokój się... - Próbował mnie jakoś przyciszyć, czy ''pocieszyć'', a ja nie mogłam... Płakałam, on starł moje łzy, które po dłuższej chwili przestały skapywać na koszulkę Charliego.
- Gdzie twoja mama, i Brooke? - Musiałam zadać to pytanie, w końcu to dosyć dziwne...
- Kiedy Cię przyniosłem, po kilku telefonach, poszła spać, swoją drogą to dziwne dzwonić o tej porze do ludzi. Ale odpowiedz mi na inne pytanie...
- Jakie? - Jakby nie mógł od razu... Hm, no cóż.
- Dlaczego? - Zapytał ze smutkiem w głosie, który mogłam dostrzec także w jego oczach.
- Co, dlaczego? - Rzuciłam mu pytające spojrzenie a on wbił wzrok w ziemię.
- Dlaczego to zrobiłaś, dlaczego uciekłaś, dlaczego płakałaś? - Znowu skupił się na mnie.
- Dlaczego to zrobiłam... Sama nie wiem, chciałbyś by ktoś nazywał Cię zabawką? Chciałbyś, żeby ktoś ostrzegał Cię przed ważną dla Ciebie osobą, a ty nie wiesz czy masz wierzyć? Płakałam, bo było mi zimno, i z wcześniej wymienionych powodów... - Nie wiedziałam co konkretnie odpowiedzieć, ale udało mi się wydobyć nieco argumentów, których jest o wiele więcej.
- Olivia... Nie nazwałem Cię zabawką... - Chyba nie zrozumiał. Nie byłam po części zdziwiona.
- Ty nie, ale twoja dziewczyna, ona tak. - Usta mi zadrżały, nie z zimna, które dawno mnie opuściło, ale z emocji, ze strachu, nie mam pojęcia jak to nazwać.
- To nie jest moja dziewczyna! Olivia, czy ty jesteś zazdrosna?


  *Leondre*

  Chyba się przestraszyła kiedy nie poczuła jak oddycham, na szczęście potrafię na długo utrzymać powietrze w płucach. Ona już zaczęła płakać, chwilę próbowała mnie obudzić, a ja starałem się nie zaśmiać, udało mi się.
  Żarty się skończyły kiedy chciała zadzwonić po kartkę, wtedy to by zaszło z daleko.
- Hej spokojnie! Żartowałem! - Krzyknąłem i zacząłem się śmiać, a ona najpierw się wystraszyła, a potem okropnie zdenerwowała.
- Martwiłam się idioto! Wiesz co mogło się stać?! - Para wychodziła jej uszami.
- Przepraszam... No, wybacz mi, nie powtórzy się. - Posłałem jej minę smutnego pieska, a ona szybko się uśmiechnęła.
- Ostatni raz. - Pomogła mi wstać, i ruszyliśmy na deskach w stronę domu, dokładnie domu Nadii, najpierw oddam jej deskę a potem wrócę do siebie.


  *Charlie*

- Jeśli to nie twoja dziewczyna, to kto? - Uniosła brwi, zamknęła oczy a ja podałem jej napój i usiadłem obok niej, przykrywając się tymi samymi kocami co Olivia, a ona się zarumieniła.
- To moja była przyjaciółka... Ale okropnie długa historia.
- Opowiadaj! Mam dużo czasu... To znaczy muszę iść do domu zaraz, ale możesz powiedzieć mi jutro.
- Chyba żartujesz! Jest druga w nocy! Spałaś ponad dwie godziny... Twoi rodzice wiedzą, że tu jesteś, moja mama zatelefonowała do nich, zostajesz u mnie.
- Nie mam rzeczy... - Jeszcze bardziej się zarumieniła.
- Dam Ci swoją koszulkę do spania, może być?
- Jasne, dziękuję. - Posłała mi pokrzepiający uśmiech.
- Za koszulkę? - Aha? No okej. (Od aut. XDE)
- No, na przykład. To opowiadaj o tej...
- Alice? - Uzupełniłem.
- Mhm.
  Opowiedziałem jej wszystko, kim była, dlaczego już się nie przyjaźnimy, ile ma lat, gdzie mieszkała a gdzie mieszka teraz, i jaka jest. Najtrudniej było mi powiedzieć, kim właściwie była. Kim była dla mnie. Niby przyjaciółką, ale czy przyjaciółka tak robi? Coś mi się nie wydaje. Alice nie potrafiła słuchać... A Olivia, ona pochłaniała z pokorą każde moje zdanie, słuchała jak nikt inny, i co najważniejsze - rozumiała.
  Gdy już zakończyłem tę ''zajmującą'' historię, blondynka zapytała jeszcze o kilka rzeczy, ale nie była zazdrosna... Po prostu chciała poznać sytuację.
- Dziękuję...
- Za co? Za koszulkę? - Chciałem się zaśmiać, ale mogłoby to być ''przykre'' dla Olivii...
- Za to, że mam kogoś, kogo mogę posłuchać, nie słysząc okropnych komentarzy na temat swojej osoby, pomogłeś mi, przyszedłeś, za to, że jesteś. - To było słodkie, tak ja, Charlie Lenehan uważam, że coś jest słodkie.
- I, zawsze będę. - Przysunąłem się do niej, i ją przytuliłem, tym razem mocniej niż poprzednio. Trwaliśmy w uścisku przez kilka krótkich sekund, po czym... Ona musnęła moje usta swoimi, pogłębiając pocałunek.




  Przepraszam, że tak krótko, ale nie miałam weny, a to co chciałam napisać... Nie da się tego obrać w dłuższe słowa, no przykro mi. Ale ja zawsze walnę chamską końcówkę, chociaż, jaka ona by nie była, i tak każdy ma to w nosie. Jestem ciekawa, czy czyta mnie chociaż dziesięć osób, coś nie sądzę. Może pokażecie w komach ile was jest? 3, 4? Zawsze możecie mi to uświadomić, a ja chciałabym wiedzieć na czym stoję. Naprawdę, dla mnie nie ma sensu pisać, jeśli nawet nie widzę wyświetleń... Beznadziejne, naprawdę beznadziejne blogi mają po 5 000 wyświetleń, mój również jest beznadziejny... Ale chyba nie aż tak. No, może się mylę.
                                                                                                                                    ~Whisperka

7 komentarzy:

  1. co ty pleciesz piszesz wspaniały blog i możesz tylko dla 2 osób pisać a później będziesz miała po 20000 wyświetleń <3 Ty to masz wyobraźnię kobieto

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest super♡♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział cudny. Leo za to zabić. Śmiercią męczeńską. Charlie taki kochany. Pomocny, słodki.
    Co ty pleciesz, że ten blog jest beznadziejny. Żartujesz sobie. Jest zajebisty!!!! A nawet jak jest mało osób to niech żałują, że nie czytają. Czekam ne next. Życzę weny. Papatki

    OdpowiedzUsuń
  4. Heya miś!
    Ja tak ci tylko wspomnę że kocham i że już lepiej piszesz ode mnie noo...
    Pff,bo ludzie są głupi i nie mogą się.odważyć dać w komemtarzu jednego słowa.
    Pa miśka

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hejka! 😀
    Jestem, Byłam i Będę. 😘
    Twój blog jest świetny i jestem przekonana że dużo osób go czyta. 😊
    Zrozum że piszesz genialnie i wielu osobom to się podoba. Dla mnie piszesz zajebi*te rozdziały! I z każdym kolejnym chcę więcej.😄
    Więc nie smutaj i pamiętaj że jesteś w tym co robisz.
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Życzę Ci dużo weny i trzymaj się. 😘

    OdpowiedzUsuń